preload preload
Najlepsze filmy I dekady XXI wieku – top 10 - wpis wyróżniony

Najlepsze filmy

Początek stycznia to okres podsumowań. A skoro minęła nam właśnie ...
The Brown Bunny : V.Gallo droga do niesławy. - wpis wyróżniony

The Brown Bunny :

Pierwszy pokaz filmu Vincenta Gallo "The Brown Bunny" na festiwalu w ...
Rozkosznie niepoprawna historia głuchego DJ-a. - wpis wyróżniony

Rozkosznie niepoprawna

Kanadyjska czarna komedia "It's all gone Pete Tong" (2004) o tytule ...

Najlepsze filmy I dekady XXI wieku – top 10

6 stycznia 2011  /  Polecane, Zestawienia  /  Autor: ScreenKomentarzy: 4

Początek stycznia to okres podsumowań. A skoro minęła nam właśnie pierwsza dekada nowego stulecia, warto przypomnieć 10 najlepszych filmów fabularnych (w moim subiektywnym rankingu – oczywiście), które miały swoją premierę w Polsce w latach 2001-2010. Nie był to okres zbyt urodzajny w arcydzieła (w przeciwieństwie do ostatnich lat dwudziestego wieku, tj. lat 1997-2000), więc nad listą ślęczałam długo. Nie chciałam jednak umieszczać w top 10 dziesięciolecia filmów, które uznaję „jedynie” za bardzo dobre. W drodze kompromisu zamieściłam tu „Memento” (premiera w polskich i europejskich kinach – 2001, światowa prapremiera -2000). Jak widać w moim podsumowaniu króluje dramat, zabarwiony czasem odrobiną thrillera, mistyki lub czarnego kryminału. Do mojego subiektywnego top 10 zaliczyłam tylko te filmy, które w moim odczuciu nie tylko „wbijają w fotel”, to jest dostarczają jakiegoś rodzaju wstrząsu emocjonalnego, ale też nie tracą swojej siły oddziaływania przy wielokrotnym oglądaniu.

1. „Mulholland Drive” (2001, USA), reż David  Lynch

Dwie piękne dziewczyny, dwie równoległe historie, wielka tajemnica. Szczytowe dokonanie Davida Lyncha. Podsycane przez sprzeczne wypowiedzi samego reżysera spory na temat interpretacji tajemniczej treści dramatu nigdy się chyba nie skończą. Niektórzy wolą myśleć, że David Lynch zadrwił z nas sprawnie montując piękne skrawki z serialu, który nigdy nie powstał Przeczy temu jednak emocjonalna spójność i siła oddziaływania filmu. Problem z intelektualnym ogarnięciem całości w najmniejszym stopniu nie osłabia wrażenia, jakie film wywiera na widzu. Inaczej mówiąc: coś w nas rozumie „Mulholland Drive” od razu. Niekoniecznie jest to rozum. „Mulholland Drive” jest jak piękny, przerażający sen, który staje się naszym udziałem. Życiowa (podwójna) rola Naomi Watts! Najbardziej hipnotyzujący film wszech czasów – od pierwszej do ostatniej minuty. Łatwo jest uzależnić się od niego i popaść w obsesję. Klimat filmu w dużej mierze współtworzy muzyka (Angelo Badalamenti). Uwaga: nie oglądać wersji z polskim lektorem (wyciszona ścieżka muzyczna).

2. „Memento” (2000/2001 – polska premiera, USA), reż. Christopher Nolan

Najlepszy, jak do tej pory film Christophera Nolana. Historia mającego „drobne problemy” z pamięcią mężczyzny (Guy Pearce) prowadzącego prywatne śledztwo, które ma na celu znalezienie i zemstę na mordercy jego żony. W przeciwieństwie do najnowszego hitu kinowego Nolana „Incepcji”, która mimo szeregu zalet, a nawet zadatków na genialność jest nierówna – „Memento” zadziwia intelektualną i emocjonalną spójnością, cały czas trzyma ten sam (najwyższy!) poziom i nie wdzięczy się do żadnej kategorii widza nie dbając o marketing. Efekty formalne (tu: przede wszystkim zaburzona chronologia) nie są sztuką dla sztuki, lecz mają swoje uzasadnienie e dramaturgii filmu. Genialny scenariusz, idealnie dobrana obsada i najwyższej próby aktorstwo (Guy Pearce,  Carie-Anne Moss). Film w równym stopniu stymuluje uczucia, jak i intelekt. Genialne! Pełną recenzję filmu można znaleźć  tutaj.

3. „Pianistka” (La pianiste, 2001,  Austria),reż. Michael Haneke.

Adaptacja powieści Elfride Elinek pod tym samym tytułem, lecz o całkiem odmiennym wyrazie. Historia nieudanego (lub raczej niedoszłego) romansu między nauczycielką fortepianu a jej uczniem. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatniej dekady. Brutalny, bolesny, perwersyjny, prawdziwy. Nikogo nie pozostawia obojętnym. Działa jak operacja bez znieczulenia i pozostaje w pamięci jak zadra. Mimo, że wiele scen z filmu ogląda się z najwyższą przykrością – warto go zobaczyć. Osoby, które mają odwagę obejrzeć film kilkakrotnie, mają szansę zauważyć, że każda scena jest majstersztykiem, możliwym do interpretacji na wielu poziomach. O ile książka E. Jelinek jest bardzo przykra w odbiorze  (niezależnie od jej wartości literackiej) – film M. Haneke uwodzi swoim pięknem (muzyką Schuberta i Schumana, obrazem, urodą i erotycznym magnetyzmem aktorów). Złapani w pułapkę tego piękna widzowie tym boleśniej reagują na brutalne okrucieństwo niektórych scen. Nic nie jest tu jednoznaczne. Najbardziej zaangażowani widzowie spierają się do dziś na forach filmowych o motywację i sens czynów bohaterów. Zasłużone nagrody w Cannes dla aktorów odtwarzających główne role (Isabelle Huppert i Benoît Magimel).

4. „Głową w mur” (oryg. Gegen die Wand/Head-on, 2004, Niemcy), reż. Fatih Akin

Najlepszy, jak dotychczas film niemieckiego reżysera o tureckich korzeniach – Fatiha Akina. Tragiczna historia miłości dwojga niemieckich Turków, których łączy skłonność to autodestrukcji. Scenariusz wykorzystuje na pozór ograny, lecz ciągle świeży motyw „papierowego małżeństwa”, które przeradza się w autentyczne uczucie. W moim osobistym rankingu – jeden z najlepszych  dramatów o miłości, jaki widziałam. Brutalny, drastyczny, ale piękny. Fatum, jakie ciąży nad miłością bohaterów przypomina fatum rodem ze starogreckiej tragedii (tragedia, która się ziści, zapisana jest już od początku w charakterze i skłonnościach bohaterów). Jeden z nielicznych współczesnych filmów, w których zobaczyć możemy wiarygodny, spójny psychologicznie rozwój postaci. Doskonały scenariusz scenariusz, genialne aktorstwo bez jednej fałszywej nuty (niesamowity wręcz Birol Ünel i ujmująca wdziękiem Sibel Kekilli).

5. „Godziny” (The Hours, 2002, USA), reż. Stephen Daldry.

Trzy kobiety – trzy epoki – ten sam Weltschmerz. A wszystko zaczęło się od Virginii Woolf . To jeden z filmów, które się kocha lub nienawidzi. Z jednej strony hołubiony w Hollywood (Oscar dla zmienionej fizycznie jako Virginia Woolf Nicole Kidman), z drugiej uderzający w dość śmiały sposób w tradycyjnie wartości amerykańskie: błogosławieństwa życia rodzinnego i radość przystosowania społecznego.  Jedyna okazja, żeby zobaczyć jednocześnie trzy genialne aktorki w koncertowej formie (Nicole Kidman, Julianne Moore i Meryl Streep). Najwyżej cenię w tym dramacie przejmującą rolę Julianne Moore (jako nieszczęśliwej pani domu, uwiezionej w obcej jej roli żony i matki) i oraz magiczny wręcz duet Eda Harrsa i Meryl Streep (jako umierającego na AIDS poety i kochającej go przez całe życie przyjaciółki). Piękna  ścieżka dźwiękowa (Philipp Glass).

6. „Rok diabła” (oryg. Rok dábla/ The Year of Devil,2002, Czechy), reż. P. Zelenka

Najbardziej tajemniczy i genialny chyba film Petra Zelenki (choć innym też nic nie brakuje). Rok diabła to film fabularny udający dokument (czyli tzw. fałszywy dokument). Wielu daje się zwieść rzekomym faktom z filmu – lecz zmyślenia te nie mają na celu oszustwa, ale raczej „oświecenie” widza. Treść tej historii opowiadao roku z życia słynnego czeskiego barda Jaromira Nohavicy spędzonym m.in. w trasie koncertowej z zespołem Čechomor (który zdobył popularność dopiero dzięki temu filmowi) i jazzmanm Jazem Colemanem. Trochę śmiesznie, trochę strasznie, a przed wszystkim pięknie.Tylko Czechom, a zwłaszcza Zelence udaje się połączyć ogień z wodą czyli humor z mistyką. Film o tajemnicy życia i śmierci; o strachu przed jednym i drugim – oczywiście w konwencji tragi-komicznej. Nikomu nie udało się wcześniej tak mądrze (i tak śmiesznie jednocześnie) zilustrować tezy o tym, że nigdy nie uda się nam poznać do końca, ani tym bardziej zaszufladkować drugiego człowieka – zawsze pozostanie on tajemnicą. Warto obejrzeć także ze względu na muzykę.

7. „Powrót” (oryg. Vozvrashchenie/The Return, 2003, Rosja) reż.  Andriej Zwiagincew

Debiut fabularny Andrieja Zwiagincewa i jednocześnie wielki, tryumfalny powrót kina rosyjskiego do czołówki światowej kinematografii po latach słabszej kondycji (Złoty Lew w Wenecji). Na pół realistyczna, na pół symboliczna opowieść o ojcu, który wraca do domu po 12 latach nie wyjaśnionej nieobecności. Próbuje na nowo nawiązać kontakt z synami, którzy znają go tylko z fotografii, zabierając ich na tajemniczą wyprawę. Film może być odbierany na wiele sposobów, w zależności od tego z którym z bohaterów utożsamia się widz (grzeczny syn, zbuntowany syn, ojciec). Dramat ten daje pole do intelektualnych interpretacyjnych popisów, ale mimo ascetycznej formy i stonowanych na pozór emocji  przed wszystkim silnie oddziałuje na uczucia widza. Przepiękne zdjęcia i muzyka współtworzą klimat tajemnicy i dotykają czegoś niemal mistycznego. Aktorstwo najwyższej próby (m.in.  Szkoda, że w kolejnym filmie Zwiagincewa („Wygnanie”) najbardziej charakterystyczne cechy „Powrotu” zostały wyolbrzymione i przeszły w manierę.

8. „Ostrożnie, pożądanie” (oryg. Se, jie/ Lust, Caution, 2007, USA, Chiny, Tajwan, Hongkong).

Szpiegowsko thriller, który niepostrzeżenie ewoluuje w dramat miłosny. Akcja toczy się w okupowanym przez Japonię Szanghaju na początku lat 40-tych  XX wieku. Młoda bojowniczka ruchu oporu wikła się w zlecony przez jej zwierzchnictwo romans, który ma pomóc w likwidacji znienawidzonego kolaboranta. Dziewczyna nie potrafi pozostać jednak do końca „profesjonalistką” i jej podwójna, śmiertelnie niebezpieczna gra prowadzi do nieprzewidzianych skutków. Film ten cenię bardziej niż okrzyczany (znakomity, oczywiście) inny film Anga Lee „Tajemnica Brokeback Mountain”. „Ostrożnie, pożądanie” zawiera kilka drastycznie brutalnych scen, które są trudne do wytrzymania (ale ich obecność uzasadniona). Film trzyma widza niemal cały czas w niezwykle silnym i przykrym napięciu. Brutalny koniec zostawia widza z trudnymi pytaniami, na które sam musi sobie odpowiedzieć: o istotę miłości, zaufanie, różnicę między poświęceniem a masochizmem.  Film piękny wizualnie (dzięki kostiumom i zdjęciom). W pełni zasłużony Złoty Lew w Wenecji (2007).

9. „Pianista” (The Pianist, 2002, Polska/Francja), reż. R. Polański

Polski akcent w międzynarodowej obsadzie i produkcji. Roman Polański dotyka osobistej traumy eksplorując tragedię Holokaustu skupiając się na losach jednego człowieka. Adaptacja autobiograficznej książki kompozytora i pianisty Władysława Szpilmana o jego wojennych losach. Zaskoczyła mnie subtelność i piękno bijące z tego filmu, którego nikt nie spodziewałby się w relacji z piekła (i których nie ma w książkowym pierwowzorze). Na tym chyba polega magia kina. Nie jest wprawdzie odbiciem rzeczywistości, lecz pobudza w nas tęsknotę za dobrem i pięknem. Holywoodzki rozmach, lecz bez holywoodzkich uproszczeń. Oscar dla Adriena Brody w pełni zasłużony. Szkoda, że tylko Roman Polański potrafił wykorzystać jego talent

10.” Oddech” (oryg. Soom/Breath, 2007, Korea Poludniowa), reż. Kim Ki-Duk

Koreańskie kino autorskie. Dla jednych kicz, dla innych: rzecz piękna i chwytająca za gardło. Mój ulubiony film Kim Ki-Duka. Szkoda, że niedoceniony i mało znany (choć wydany na DVD w Polsce). Jak wszystkie filmy Kim Ki-Duka film zdecydowanie nie dla każdego: brutalny i piękny jednocześnie. To na pół realistyczna , a na pól symboliczna opowieść o krótkiej, gwałtownej namiętności, która połączy ogarniętego manią  samobójczą manią więźnia oczekującego na egzekucję w celi śmierci i pogrążoną w depresji rzeźbiarką, nieszczęśliwą w małżeństwie. Nad bohaterami unosi się milczenie (jak to u Kim-Ki Duka): mężczyzna (Chen Chang) nie wypowiada jednego słowa (podczas jednej z prób samobójczych uszkodził sobie struny głosowe; aktor zresztą nie mówi po koreańsku); bohaterka nie odzywa się ani razu do zdradzającego ją męża, ma natomiast wiele do opowiedzenia swojemu kochankowi…Historia niemożliwej miłości rozgrywa się w czterech aktach, sygnowanych przez cztery piosenki i cztery pory roku symbolizujące (podobnie jak w słynnym „Wiosna, lato, jesień, zima…i wiosna”) cztery etapy życia. Zimę przedstawia koreańska wersja słynnego francuskiego przeboju Salvadore Adamo z lat 60-tych „Tombe la neige”. Pięknej tajemniczej Ji-a Park można wybaczyć nawet to, że tak okropnie śpiewa ( efekt zamierzony?). W roli wszechwładnego dyrektora więzienia i podglądacza – sam reżyser.