preload preload
Najlepsze filmy I dekady XXI wieku – top 10 - wpis wyróżniony

Najlepsze filmy

Początek stycznia to okres podsumowań. A skoro minęła nam właśnie ...
The Brown Bunny : V.Gallo droga do niesławy. - wpis wyróżniony

The Brown Bunny :

Pierwszy pokaz filmu Vincenta Gallo "The Brown Bunny" na festiwalu w ...
Rozkosznie niepoprawna historia głuchego DJ-a. - wpis wyróżniony

Rozkosznie niepoprawna

Kanadyjska czarna komedia "It's all gone Pete Tong" (2004) o tytule ...

Najlepsze duńskie filmy i seriale – top 10.

10 czerwca 2011  /  Zestawienia  /  Autor: ScreenKomentarzy: 9

O klasie kina duńskiego można by pisać wiele. Dania to przecież ojczyzna jednej z najlepszych szkół aktorskich na świecie, a także ważny ośrodek  twórczego fermentu w sztuce filmowej. To przeciez duńscy młodzi, gniewni artyści podpisali w połowie lat 90-tych manifest „Dogme 95″, który wpłynął niewątpliwie na kształt współczesnego kina europejskiego. Dania to też ojczyzna jednego z największych skandalistów współczesnego kina europejskego, dla jednych geniusza, dla innych hochsztaplera – Larsa von Triera.

W poniższym zestawieniu zamieszczam wyłącznie filmy, w których mówi się po duńsku, grają w nich duńscy aktorzy, a wyreżyserowali je duńscy reżyserzy. Pomijam natomiast liczne  filmy powstałe w duńskiej kooprodukcji, a które nie mają wiele wspólnego z kulturą tego kraju.

Oto moje ulubione  duńskie filmy. W pierwszej dziesiątce znalazły się dwa seriale telewizyjne. Kolejność wymienionych filmów nie ma dużego znaczenia poza miejscem pierwszym i ósmym, czyli ostatnim przed serialami.

1. „Idioci” (Idioterne aka Dogme 2,  1998), reż. Lars Von Trier

Najlepszy, jak dotąd, film Larsa von Triera – trudny, chwilami przykry w odbiorze, zapewniający jednak widzowi emocjonalne katharsis na końcu. Niesamowite wręcz aktorstwo (m.in. Jens Albinus,  Bodil Jørgensen, Nikolaj Lie Kaas). Swego czasu premiera „Idiotów” wywołała mały skandal w Cannes. Film bywa powierzownie i krzywdząco kojarzony głównie z epizodyczną dla przebiegu akcji i wymowy filmu (umieszczoną jednak na okładce DVD i plakatach) sceną dość niewinnej, w zasadzie, orgietki seksualnej.

Grupa inteligetnych, wykształconych dwudziesto- i trzydziestolatków zamieszkuje razem, tworząc coś w rodzaju post-hippisowskiej komuny. Bohaterowie mają zwyczaj udawać upośledzonych umysłowo („idiotów”) w miejscach publicznych. Próbują w ten sposób obnażyć hipokryzję społeczeństwa wykluczajcego wszystko, co „nienormalne”, a zarazem zaprzeczającego temu. Uczestnicy eksperymentu próbują także dotrzeć do „niewinnego idioty” w samym sobie oraz komunikować się ze sobą nawzajem w sposób odarty z wyuczonych norm kulturowych. Ich utopijny projekt zaczyna chylić się jednak szybko ku upadkowi, skonfrontowany z własną hipokryzją członków komuny, którzy po uszy tkwią w grzechach pogardzanego przez nich „burżuazyjnego społeczeństwa”. Ostatnia, wstrząsajaca scena filmu ocala jednak sens projektu, do którego nie dorośli jego pomysłodawcy. Okazuje się, że wymysły rozwydrzonych, nie znających prawdziwego życia intelektualistów mogą jednak kogoś zbawić, nawet wtedy, gdy oni sami przestali już wierzyć w swoje idealy.

2. „Festen” (Festen aka Dogma 1, 1998), reż. Thomas Vinterberg

Na uroczyście celebrowanych 60-urodzinach bogatego przedsiębiorcy gromadzą się liczni krewni. Nie wszystko przebiega jednak zgodnie z planem. Jedna z córek (Paprika Steen) obnaża rasizm zgromadzonych, sprowadzając czarnoskórego narzeczonego, a syn (Ulrich Thomsen) ośmiela się zarzucić ojcu publicznie niewybaczalne grzechy z przeszłości. Najciekawsze w tym filmie jest jednak nie samo wyznanie syna (niejedno takie słyszeliśmy już w kinie), ale raczej jego nieskuteczność. „Festen” jest w dużej mierze filmem o tym, jak trudno jest przebić się niewygodnym prawdom. O tym, że nikt nie chce ich usłyszeć. Zwłaszcza, gdy podważają status quo i spójność  grupy.

Widz zostaje wciągnięty w tę tragedię w dużej mierze dzięki  niesamowicie wręcz autentycznemu aktorstwu. Napięcie jakie odczuwa się w trakcie oglądania „Festen” jest trudne do porównania z czym innym.

Przed obejrzeniem tego filmu broniłam się dość długo. Moje uprzedzenia były jednak niesłuszne. „Festen” nie żeruje wcale na tematyce nadużyć seksualnych wobec dzieci (jak to się zdarza we współczesnym kinie) – a jest raczej klasą samą w sobie. Nawet szczegółowa znajomość treści filmu przed seansem w niczym nie umniejsza emocjonalnego przeżycia, jakie nam ten dramat oferuje.

Scenariusz filmu Thomasa Vinterbrega „Festen” zasłynął w Polsce adaptacją teatralną pt. „Uroczystość” w reżyserii Grzegorza Jarzyny z Andrzejem Chyrą w roli głównej.

3. „Włoski dla początkujących” (Italiensk for begyndere, 2000),         reż. Lone Scherfig

„Włoski dla początkującyc” to film dość znany i popularny w Polsce. Zdobył swego czasu nagrodę publiczności na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Lone Scherfig spróbowała tu połączyć ogień z wodą i nie licząc się z dezaprobatą sceptycznie nastawionego do takiego projektu Larsa von Triera – stworzyła komedię romantyczną w stylu Dogmy. O dziwo: udało się. Film Lone Scherfig nadal bawi i wzrusza.

„Włoski dla początkujących” to historia kilkorga doświadczonych przez życie, samotnych osób, których losy splatają się na lekcjach włoskiego. Zanim dojdzie do happy-endu, zdarzy się jednak wiele nieszczęść. W filmie spotykają się pełna temperamentu włoska kelnerka Gulia i nieśmiały hotelowy recepcjonista Jørgen;  zamknięta w sobie fryzjerka Karen obciążona opieką nad matką alkoholiczką i gburowaty  życiowy nieudacznik Hal-Fin ; niezdarna pracownica cukierni Olympia, wychowana przez ojca tyrana i młody,  świeżo owdowiały pastor Andreas.

Włoszka Gulia i recepcjonista hotelowy to para najbardziej typowa dla komedii romantycznej (ich miłość wydaje się nierealistyczna, choć urocza); pastor i „dziewczyna, której „wszystko leci z rąk” to para najbardziej wzruszająca i subtelna; a  fryzjerka Karen i nieokrzesany Hal-Fin, to para najbardziej „sexy” – chyba nawet trochę zbyt gorąca jak na konwencję gatunku komedii romantycznej. Nie da się jednak ukryć, że słynne, powtarzające się w filmie sesje mycia głowy u fryzjera (patrz. plakat powyżej)  i genialny wręcz pomysł z nieoczekiwanymi przeszkodami, które zawsze przerywają sesję, przejdą chyba do kanonu „najbardziej gorących scen w historii kina”. I nie trzeba do tego wcale rozbierać aktorów.

Jak w każdym filmie spod znaku Dogmy (i w bardzo nielicznych komediach romantycznych) – aktorzy zdają się wcielać w swoje role bez reszty. Na moje najwyższe uznanie zasłużyli szczególnie Ann Eleonora Jørgensen jako Karen (fryzjerka) i Lars Kaalund jako Hal-Fin.

Warto uprzedzić, że tylko osoby lubujące się w ciężkich dramatach lub doświadczone przez życie odbierają ten film jako pogodny i podnoszący na duchu. Pożeracze filmów „lekkich, łatwych i przyjemnych” oraz widzowie zbyt młodzi czują się przytłoczeni nadmiarem nieszczęść spotykających bohaterów i mrocznym klimatem pierwszej połowy tego filmu.

4. ”Otwarte serca” (Elsker dig for evigt aka Open hearts, 2002),     reż. Susanne Bier

Melodramat nakręcony w surowym stylu Dogmy 95 (nie bez paru drobnych ustępstw, jak czerwona farba zamiast krwi, nieralistyczne sekwencje marzeń bohaterki i zdjęcia w podczerwieni). Wypadek samochodowy, w wyniku którego dwudziestoparoletni, pełen życia zakochany student (Nikolaj Lie Kaas ) zostaje sparaliżowany od karku w dół, krzyżuje jego plany życiowe i małżeńskie. Załamana narzeczona (Sonja Richter) coraz częściej zwraca się o pocieszenie do męża kobiety, która spowodowała wypadek (Mads Mikkelssen). Sytuacja uczuciowa tych dwóch par wymyka się spod kontroli…

„Otwarte serca” to historia miłosnego czworokąta splątanego ciasnymi więzami cierpienia, pożądania i miłości. Z tego samego scenariusza dałoby się wykroić historię niewyobrażalnie ckliwą i naiwną, lecz Sussane Bier nie poszła na łatwiznę. Zamiast kiczowatej historyjki powstał prawdziwy dramat.Udało się to prawdopodobnie w dużej mierze dzięki współpracy z najlepszymi duńskimi aktorami i zostawieniu im sporego marginesu wolności (sceny improwizowane). Zwłaszcza Mads Mikkelsen w roli męża i ojca rodziny uwikłanego w uczucie, które okazuje się silniejsze od jego poczucia obowiązku i miłości wobec rodziny – jest wręcz fenomenalny. Nie ustępuje mu zresztą Sonja Richter jako niewinna „femme fatale”, którą zobaczyć można właśnie w Polsce w ramionach Marcina Dorocińskiego w filmie „Kobieta, która pragnęła mężczyzny”, który recenzowałam już na moim blogu przed paroma miesiącami. To dzięki genialnemu aktorstwu uczucia i racje każdego z czterech bohaterów (a może nawet pięciu: włączając pielęgniarkę) przedstawione są w taki sposób, że widz jest w stanie wczuć się w każdego z nich. Żadna ze stron nie została przedstawiona schematycznie lub tendencyjnie (jak to bywa czasem ze zdradzaną żoną lub kochanką). Być może  właśnie dlatego oglądanie tego filmu tak wyczerpuje emocjonalnie.

Nie da się  ukryć, że „Otwarte serca” nie są filmem dla każdego. Dramat ten bywa posadzany o nadmierny sentymentalizm. Czy słusznie? Warto się przekonać samemu.

5. „W twoich rękach” (Forbrydelser aka In your hands,  2004),         reż.  Annette K. Olesen

Film „W Twoich rękach”  nakręcono zgodnie z zasadami Dogmy 95, aby uczcić dziesięciolecie ruchu. Anna jest świeżo upieczonym, entuzjastycznie nastawionym do swojej misji pastorem (Ann Eleonora Jørgensen znana w Polsce z roli w filmie „Włoski dla początkujących” jako Karen-fryzjerka). Choć jest szczęśliwą mężatką, od kilku lat nie może doczekać się upragnionego dziecka Jej pierwszym miejscem pracy (lub jak kto woli, posługi duszpasterskiej) okazuje się więzienie – oddział dla kobiet. Jedna z więźniarek, Kate (Trine Dyrholm) ma w odczuciu koleżanek z oddziału, a zwłaszcza „oczyszczonej” przez nią młodej narkomanki (Sonja Richter), ponadnaturalne zdolności i potrafi uzdrawiać.

Ale czy „świętą” może być największa grzesznica, kobieta, która przyczyniła się do śmierci własnej córeczki? W chwili cierpienia łatwiej potępiać niż wybaczać, nawet jeśli wybaczanie jest czyjąś misją zawodową. Osobiste problemy pogrążonej w bólu Anny doprowadzą do tragedii w więzieniu…

Jednym z bardziej wzruszających wątków w filmie jest historia subtelnego uczucia łączącego strażnika (Nicolaj Kopernicus) i więźniarkę (Trine Dyrholm – oboje na zdjęciu powyżej). Kiedy to ostatni raz widziałam film, w którym najgłębsze uczucia bohaterowie wyrażali przez ściśnięcie dłoni drugiej osoby?

„W twoich rękach” to kameralny i ascetyczny, lecz poruszający mroczny dramat z aktorstwem najwyższej próby.

6. „Dealer” (Pusher, 1996) reż. Nicolas Winding Refn

„Pusher” to film bardzo szczególny. Zapewne gdyby nie renoma tego obrazu, przerwałabym seans po kwadransie, gdyż początek sprawia wrażenie filmu senasacyjnego klasy B: wraz ze swoją nieciekawą akcją i prymitywnym, wyjątkowo antypatycznym osobnikiem jako głównym bohaterem. W miarę rozwoju wydarzeń bohater nie staje się wprawdzie subtelniejszy ani bardziej godny  sympatii. Widz zaczyna jednak coraz bardziej, mimowolnie, wczuwać się w jego sytaucję. Nie zdradzę tu wielkiej tajemnicy informując, że gorączkowa szamotanina drobnego dealera narkotykowego Franka (Kim Bodnia) związana jest ze spiralą długów mafijnych. Z minuty na minutę sytuacja bohatera staje się coraz bardziej rozpaczliwa, a wszystkie drogi wyjścia okazują się ślepymi uliczkami.

Tematyka ta nie jest wprawdzie szczególnie oryginalna. Powstał już przecież niejeden dobry film kręcący się wokół problemu mafijnych długów (por. np. z polskimi filmami: „Dług” – 1999  lub „Chrzest” – 2010). Jednak jeśli chodzi o samo oddanie uczucia „zaszczucia” bohatera miotającego się w sytaucji bez wyjścia – duński obraz Refna chyba nie ma sobie równych. Im bliżej końca, tym bardziej uczucia bohatera udzielają się widzowi. W ostatnich minutach seansu ledwo można złapać oddech. Genialny wręcz w swoim aktorstwie Kim Bodnia nie gra prymitywnego dealera w rozpaczliwej sytuacji – on po prostu nim jest. Jakby tego było mało, w roli kolegi Franka -Tonny’ego, zobaczyć możemy Madsa Mikkelsena, nie mniej niż Bodnia   wiarygodnego w swej roli (Mads Mikkelsen wróci jeszcze w filmie „Pusher II” – tym razem w roli pierwszoplanowej). Podsumowując: „Dealer” to  raczej udany dramat niż zwykły film gangsterski. Nie stawia na efekty specjalne, sceny walk lub pościgów, lecz na realizm i prawdę psychologiczną. Dla widza szukającego autentycznych emocji w brudnym, brutalnym świecie  to seans obowiązkowy.

7. „Pusher II – Krew na rękach” (Pusher 2  aka With Blood on My Hands: Pusher II, 2004), reż. Nicolas Winding Refn

„Pusher II” to druga część duńskiej trylogii gangsterskiej w reżyserii Nicolasa Winding Refna. Głównym bohaterem jest tym razem Tonny (Mads Mikkelsen), kolega Franka z „Pushera”. Tonny wychodzi właśnie na wolność po krótkiej odsiadce w więzieniu. Przy życiu trzyma go  mocne postanowieniem przerwania złej passy. Jednak rzeczywistość, która go czeka po drugiej stronie kratek, różowa nie jest.  Nad wiecznym nieudacznictwem Tonny’ego, jak klątwa wisi też złowroga figura jego ojca – bezwzględnego gangstera, gardzącego „nieudanym synem”.

Sam Tonny niewiele chce od świata. Najważniejszą potrzebę ma wytatuowaną na wygolonej czaszce („respect”). Szacunek jest jednak ostatnią rzeczą, jakiej może oczekiwać od osób, które pozornie powinny być najbliższe: od własnego ojca oraz byłej dziewczyny (matki jego nowo narodzonego dziecka). „Pusher  2″ to film  naprawdę chwytający za gardło, choć realistycznie brutalny.  Mads Mikkelsen w roli Tonny’ego wydaje się przejmująco prawdziwy.

Scenariusz „Pushera 2″  jeszcze w większym stopniu niż scenariusz „Pushera” przypomina klasyczny dramat – dlatego nie wszyscy miłośnicy kina gangsterskiego potrafią go docenić.

8. „Bracia” (Brødre, 2004), reż. Susanne Bier

Duński film „Bracia” (2004) utorował jego reżyserce, Susanne Bier, drogę do Holywood. Trzeba przyznać, że scenariusz tego dramatu (Susanne Bier i Anders Thomas Jensen) ma bardzo dobrą, klasyczną konstrukcję i dlatego też pewnie został dostrzeżony w USA. Jego amerykańskiego remake’a (2009) nie jestem specjalnie jednak specjalnie ciekawa, choć obsada aktorska imponuje. Po co poprawiać coś, co było więcej niż dobre?

Poukładane życie kochajacej się małżeństwa z dwojgiem małych dzieci legnie w gruzach, gdy mąż – Michael (Ulrich Thomson), zawodowy oficer zostanie uznany za zaginionego (i najprawdopodobniej martwego) podczas udziału w pokojowej misji w Afganistanie. Załamanej, atrakcyjnej wdowie Sarze (Connie Nielsen) z pomocą przyjdzie brat poległego męża, Jannik (Nikolaj Lie Kaas) – dotychczas uważany w rodzinie za osobę całkowiecie nieodpowiedzialną. Powoli powracajaca rodzinna stabilizacja oraz rodzące się między Sarą i Jannikiem wzajmne uczucie zostaną jednak zachwiane po raz kolejny…

Warto zaznaczyć, że film „Bracia” zawiera wyjątkowo brutalne, trudne do oglądania sceny z okresu pobytu Michaela w niewoli w Afganistanie. Sceny te są jednak świetnie zagrane i stanowią duży atut tego dramatu. Film Susanne Bier to ciekawe (choć nie do końca oryginalne) studium psychiki człowieka naznaczonego traumą wojenną, a także dość realistyczny wizerunek biblijnego niemalże miłosnego trójkąta.

9. Królestwo (1994)  oraz Królestwo II (1997) –  miniserial,          reż. Lars von Trier

Kultowy miniserial Larsa Von Triera w dwóch odsłonach (nie mylić z jego „odnowioną” amerykańską wersją „Szpital Królestwo”). Gatunek tego filmu bardzo trudno określić, gdyż to jedyna w swoim rodzaju, nie dla wszystkich strawna, mieszanka gotyckiego horroru, czarnej komedii i dramatu. Akcja serialu dzieje się w kopenhaskim szpitalu, gdzie lekarze, pacjenci i duchy współegzystują ze sobą nie zawsze zgodnie. Większość spośród całej plejady barwnych bohaterów „Królestwa” to lekarze, uwikłani w swoje osobiste i zawodowe dramaty. Tymczasem w szpitalu zaczyna straszyć tajemnicza zjawa…  Tak jak wszystkie  filmy von Triera  można ten serial jedynie pokochać lub znienawidzieć. Film śmieszy, wzrusza, straszy, a chwilami wzbudza odruchy wymiotne. Słowem: wrażeń nie zabraknie. Jak zwykle u Larsa von Triera warto zwrócić uwagę na doskonałe aktorstwo. Postaci są tak żywe, że niemal mogą wyjść z ekranu. Duchy też…

10. „Orzeł” (Ørnen: En krimi-odyssé, 2004-2006); telewizyjny serial kryminalny

Inspektor Hallgrim Hallgrimsson (Jens Albinus) zwany przez kolegów Orłem, Islandczyk z pochodzenia, walczy wraz ze zgraną grupą duńskich współpracowników z międzynarodową przestępczością zorganizowaną. Życie osobiste głównego bohatera jest serialu „orzeł” co najmniej równe ważne jak sprawy kryminalne, które rozwiązuje. Hallgrim to wyjątkowy skuteczny policjant i niepoprawny kobieciarz. Mroczne cienie z przeszłości  wracają jednak do niego ciągle w snach i wizjach na jawie. Serial ma niepowtarzalny klimat, od którego łatwo się uzależnić. Atmosfera tajemnicy, powracające w wizjach Hallgrima zapierajace dech w piersiach islandzkie krajobrazy, dobrze dobrana muzyka, świetne aktorstwo. Serial powinien być oglądany od początku do końca jako jedna całość, gdyż kolejne odcinki odsłaniają następne elementy zagadki. ”Orzeł” to mój ulubiony serial kryminalny, nie tylko spośród duńskich.

Uwaga! Wątki kryminale w serialu „Orzeł” bywają dość brutalne, a wśród policjntów, których widz zdązył już polubić panuje duża śmiertelność (porównywalna z polską „Falą zbrodni”, choć poza tym, filmy te raczej nic nie łączy – mają inny klimat).